Menu

Recenzowane

przez Jubego

Venom

juby.boxoffice

PROSTO Z KINA:

Venom

Venom  ★★★☆☆

tytuł oryginalny: Venom / rok produkcji: 2018 / gatunek: superhero / dystrybutor: Sony / czas trwania: 112 minut / reżyseria: Ruben Fleischer / występują: Tom Hardy, Michelle Williams, Riz Ahmed

Moc Toma Hardy'ego

Niecały tydzień po kinowym seansie siadam do pisania swojej opinii na temat najnowszego hitu Sony, opowiadającego o prawdopodobnie najsłynniejszym komiksowym przeciwniku Spider-Mana. Nie będzie to jednak opinia o samym filmie, ale też o pozytywnych opiniach o nim, z którymi się spotkałem w ciągu ostatnich kilku dni. Venom to bowiem dziwny przypadek filmu, który czy jest krytykowany, czy chwalony, piszą i mówią o nim dokładnie to samo.

Krytycy z zachodu nie pozostawili na tegorocznym widowisku Rubena Fleischera suchej nitki. Widzowie jednak tłumnie odwiedzają multipleksy (207 mln dol. przychodów z samego weekendu otwarcia) i są w miarę zadowoleni z nowej interpretacji Venoma. Z jakiego powodu? Jego największe plusy powtarzają wszyscy i każdy bez wyjątku podaje te same: 1) Tom Hardy w roli Eddiego Brocka, 2) jego relacja z Venomem. . . I to tyle.

Reszta? "Nie była taka zła jak myślałem", "... taka zła jak twierdzą w recenzjach", "nie nudziłem się", "gulity pleasure". Zgodzę się, sam bym lepiej nie potrafił wypunktować tego filmu. To w miarę szybko zlatujące, bezbolesne kino z fajnym Tomem Hardym, którego darzę ogromną sympatią. Ale czy to wszystko? Czy nie ma w Venomie czegoś więcej? Ludziom podoba się tylko dlatego, że gra w nim Tom Hardy? Aż taką ma moc (większą niż jego filmowy bohater)? Co z pozbawioną grama oryginalności historią? Co z poszatkowanym scenariuszem, kiepskim montażem, czarnym charakterem z dykty, brzydką, najgorszą kobietą superbohatera w historii gatunku, między którą a Hardym jest mniej chemii niż w moim wczorajszym spaghetti z paczki? Co z nieczytelnymi i nieemocjonującymi scenami akcji? Co ze zbiegami okoliczności, które pomagają bohaterom dotrwać do końca? Czy dlatego, że nie zabolała mnie strata pieniędzy wydanych na bilet i dlatego, że uśmiechnąłem się ze trzy razy, mam rozumieć, że to jest dobry film? Lepszy od niektórych ze stajni Marvel Cinematic Universe, bądź poprzedniego projektu superhero, w którym grał Hardy, czyli The Dark Knight Rises Christophera Nolana? Spotkałem się z takimi opiniami i zupełnie się z nimi nie zgadzam. Zastanawiam się też jak Venom byłby oceniany gdyby Eddiego Brocka zagrał ktoś inny?

Venom to bezbolesny średniak. Jego twórcom starczyło pomysłu jedynie na przedstawienie genezy tytułowej postaci i na oczywistą zapowiedź kolejnej części*. Od połowy gna na złamanie karku, bez pomysłu, oferując jedynie festiwal kiepskiej akcji i efektów komputerowych. Podejrzewam, że w mojej pamięci pozostaną z niego tylko te sceny, w których przerośnięty główny bohater urywa ludziom głowy, lub ich zjada, a ci odmawiają przy tym krwawienia. Eh, PG-13.

*Scena w trakcie napisów fatalna! Niby to samo co w pierwszej części Avengers - gdzie kupiłem scenę, w której na końcu pojawił się jakiś komiksowy złol, znany tylko przez największych miłośników komiksów, a sam musiałem wygooglować who the hell was him? - ale kupiłem ją dlatego, że tam postać ta wprowadzana była małymi kroczkami przez cały film. W Venomie główny bohater po prostu spotyka faceta, który wypowiada jedno słowo, a dla osoby niemającej pojęcia kim on jest w komiksie / kreskówce nie ma to za grosz sensu, nie wiążą się z tym żadne emocje. Nie tak powinno się pisać tego typu cliffhangery.

© Recenzowane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci