Menu

Recenzowane

przez Jubego

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda

juby.boxoffice

PROSTO Z KINA:

The Crimes of Grindelwald

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda  ★★★☆☆

tytuł oryginalny: Fantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald / rok produkcji: 2018 / gatunek: fantasy / dystrybutor: Warner Bros. / czas trwania: 134 minuty / reżyseria: David Yates / występują: Eddie Redmayne, Johnny Depp, Katherine Waterston

Drugoplanowe zwierzęta i o co w tym wszystkim biega?

A może Komputerowe zwierzęta i kim jest Credence? J.K. Rowling i coś ty napisała? Jestem w stanie podać kilka tytułów bardziej pasujących do filmu, którego właśnie obejrzałem. Fantastycznych zwierząt prawie w nim nie ma, zbrodni - Grindelwalda, czy kogokolwiek innego - też nie. Co najgorsze, nie ma też magii, a w tej serii chyba właśnie to powinno być najważniejsze. Pierwszym Fantastycznym zwierzętom też jej brakowało, ale nadrabiały to przygodą i przesympatycznymi bohaterami (zwłaszcza Kowalskim i Queenie). W najnowszej części ważniejsze od tych elementów okazało się modne w ostatnich latach budowanie podwalin pod dalsze filmy uniwersum.

Zbrodnie Grindelwalda ruszają pół roku po zakończeniu pierwszych Fantastycznych zwierząt. Wszyscy starają się odnaleźć Credence'a - czarny charakter z poprzedniego filmu - choć niejasne jest z jakiego powodu. Jedni szukają go, bo jest niebezpieczny, inni by go po prostu zabić, jeszcze inni by go wykorzystać. On sam podróżuje po Europie pragnąc poznać swoją tożsamość / odnaleźć swoją prawdziwą matkę. Wszyscy się ścigają, szukają, zdradzają - tylko czemu to służy? Czemu agent Ministerstwa Magii z Londynu tak bardzo chce go zabić (a ostatecznie tego nie robi i całkowicie znika w drugiej połowie filmu)? Co z jego wątkiem? Odpowiedź: Nic. Wszystko to przez scenariusz J.K. Rowling, której umknęła historia jaką chce opowiedzieć w tym konkretnym filmie. Zamiast tego poplątała ze sobą kilka wątków i postaci tworząc set-up pod następną odsłonę Fantastycznych zwierząt. Który to już raz w tym roku twórcy z Hollywood popełniają ten sam błąd?

Zanim ponarzekam, napiszę jedno - to nie jest zły film. Potrafi dostarczyć rozrywki, jest sporo humoru związanego z głównym bohaterem i jego podopiecznymi, od początku film ilustruje bardzo dobra muzyka Jamesa Newtona Howarda, strona wizualna stoi na wysokim poziomie i nie chodzi mi wyłącznie o dobre efekty komputerowe - zwiastuny raziły szarością, a zdjęcia okazały się bardzo kolorowe. Johny Depp jako tytułowy Grindelwald wypada zaskakująco dobrze, a przynajmniej nie irytuje tak jak w większości swoich ostatnich ról. Ogląda się to na tyle nieźle, że aż szkoda zmarnowanej reszty.

Jak na widowiskowe kino rozrywkowe, Zbrodnie Grindelwalda są bardzo sztywne. Bohaterowie ciągle tylko stroją / idą i coś tłumaczą, sobie lub innym postaciom. Nawet finał, który z reguły ma być największą, naładowaną fajerwerkami atrakcją, jest przegadany. To kwadrans stania i słuchania, najpierw jednej postaci tłumaczącej swoją motywację, później drugiej, która dodaje swoje trzy grosze, a na koniec monolog trzeciej, zwieńczony dwoma minutami strzelania ognia z różdżek. Próby nadania temu jakiejś dramaturgii spalają na panewce, bo niby czemu widz ma się przejmować losem postaci, które zna z trzech scen i kilku nachalnych retrospekcji?

Za dużo w tym wszystkim ekspozycji, za dużo twistów, za dużo nachalnego dopisywania faktów do historii tego świata oraz gościnnych występów nikomu niepotrzebnych postaci. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, więc napiszę tylko, że w filmie znalazło się miejsce dla Nagini, Nicolasa Flamela, Dumbledore'a, a nawet Profesor McGonagall. Pierwsza dwójka błąka się po ekranie w jakimś celu. Wykładowcy z Hogwartu są chyba tylko po to, by fani cyklu mogli dociekać ile mają lat w serii o Harrym Potterze (a wynika z tego, że są nieśmiertelni). A co z samymi fantastycznymi zwierzętami? Co z Grindelwaldem i tytułowymi zbrodniami, które popełnił? Żeby się dowiedzieć trzeba - oczywiście - obejrzeć kolejną część. A zatem Zbrodnie Grindelwalda to tylko przeciętny filer, a także lekcja dla twórczyni tego świata jak nie pisać scenariuszy do superprodukcji bez konkretnego pomysłu.

Ostania sprawa - postać Queenie. Nie podoba mi się jak poprowadzono jej wątek. Jedna z najfajniejszych postaci pierwszej części, w drugiej traci swój urok po kilku scenach, kiedy jej historia skręca w niesympatyczne rejony. :\

© Recenzowane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci