Menu

Recenzowane

przez Jubego

Bohemian Rhapsody

juby.boxoffice

PROSTO Z KINA:

Bohemian Rhapsody

Bohemian Rhapsody  ★★★★☆

tytuł oryginalny: Bohemian Rhapsody / rok produkcji: 2018 / gatunek: biograficzny / dystrybutor: Fox / czas trwania: 134 minuty / reżyseria: Bryan Singer (oraz Dexter Fletcher - opisany jako producent wykonawczy) / występują: Rami Malek, Lucy Boynton, Gwilym Lee

No może nie tak prosto z kina, wszak film zawitał na polskie ekrany już dwa miesiące temu, a sam obejrzałem go w weekend, w którym obchodziliśmy Święto Kina (15 grudnia). Dlatego będzie to bardziej krótka opinia, aniżeli pełnoprawna recenzja.

Bohemian Rhapsody to rzecz jasna biografia jednej z największych ikon muzyki popularnej wszech czasów, Freddiego Mercury'ego. Ciągnące się przez lata problemy produkcyjne napawały pesymizmem, a nietrafiony moim zdaniem casting roli głównej (filigranowy Rami Malek nie pasował mi do tej legendy, przede wszystkim wizualnie) sprawił, że rozważałem odpuszczenie sobie wyjście na ten film. Wolna sobota i tańsze bilety zmieniły moje zdanie, i nie żałuję. Seans Bohemian Rhapsody wspominam jako bardzo udany, pomimo wszystkiego tego, co wytykają filmowi zagraniczni krytycy i wielu widzów w sieci.

Kluczem do sukcesu tego typu produkcji zawsze będzie jego gwiazda. Jeśli producentom i aktorowi uda się ją sprzedać, sprzeda się i cały film. Ucharakteryzowany (trochę karykaturalnie), śpiewający z playbacku Rami Malek przez niemal dwie godziny starał się mnie przekonać, że jest Freddiem. Kręciłem nosem, mrużyłem oczy i... na jakieś 40 minut przed końcem zapomniałem, że miałem z nim problem. Udało się, a finał z Live Aid - zaskakująco wiernie odtworzonym - był tak porywający, że przez dwa kolejne dni nuciłem sobie pod nosem największe szlagiery Queen z tego występu.

Tak, Bohemian Rhapsody to bardzo ugrzeczniona, zakłamująca w wielu miejscach historię biografia, która nie jest filmem na jaki zasługiwała jedna z najlepszych kapeli rockowych wszech czasów i jedna z najbardziej kontrowersyjnych gwiazd ubiegłego wieku. Jest to jednak sprawnie zrealizowane kino muzyczne, pełne energii i z bardzo dobrym podkładem. Więc jeśli mam wybierać przeciętną biografię bez piosenek Queen oraz przeciętną biografię z piosenkami Queen, to wolę to drugie, i od razu widzę ją jako więcej niż przeciętną.

© Recenzowane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci