Menu

Recenzowane

przez Jubego

Spider-Man Uniwersum

juby.boxoffice

PROSTO Z KINA:

Spider-Man: Into the Spider-Verse

Spider-Man Uniwersum  ★★★★☆

tytuł oryginalny: Spider-Man: Into the Spider-Verse / rok produkcji: 2018 / gatunek: animacja / dystrybutor: Sony / czas trwania: 117 minut / reżyseria: Bob Persichetti, Peter Ramsey, Rodney Rothman / występują: Shameik Moore, Jake Johnson, Hailee Steinfeld

Lubię Spider-Mana. W dzieciństwie - jak to dzieciak żyjący w Polsce w latach dziewięćdziesiątych - znało się tylko trzech komiksowych superbohaterów: Batmana, Supermana i właśnie Człowieka-pająka. Filmy z jego udziałem też lubiłem, aż do niepotrzebnego rebootu z 2012 roku w reżyserii Marca Webba. Od tamtej pory pajączek miewał wzloty i upadki, i dopiero w 2017 roku znowu udało mu się mnie zachwycić (w Spider-Man: Homecoming należącym do kinowego uniwersum Marvela). A teraz, drugi rok z rzędu, dałem się zachwycić, nawet więcej niż jednemu Spider-Manowi.

Spider-Man Uniwersum to kamień milowy gatunku! Czemu? Po pierwsze, pokazuje wiele alternatywnych komiksowych światów w jednym filmie, czego jeszcze nie było (przynajmniej ja sobie nie przypominam). Po drugie, od finansowej porażki Batman: Mask of the Phantasm w grudniu 1993 roku, żadne studio nie odważyło się na realizację pełnometrażowej animacji o komiksowych trykociarzach, którą wydaliby do kin, a nie bezpośrednio na rynek DVD (serii LEGO nie liczę). Animacja Sony nie tylko przerywa ten trwający od 25 lat trend, ale zaatakowała też z zaskoczenia swoim poziomem. Wizualnie to kosmos. Bardzo komiksowa, bardzo barwna, doskonała od strony technicznej animacja, o której mogę opowiadać w samych superlatywach. Hands down.

Fabularnie jest to kolejne w tym gatunku origin story, ale przedstawione na tyle energicznie, z tak niewymuszonym, trafionym humorem i przesympatycznymi bohaterami, że trudno zaliczyć to jako wadę. Tym bardziej, że w samej historii próżno szukać fabularnych dziur, uproszczeń, niekonsekwencji, a twórcy pozwalają sobie na bardzo wiele, bo w konwencji animacji mogą wycisnąć ze swojej wyobraźni siódme poty. To ogromny plus, bo mimo trzeciego już opowiedzenia genezy Spider-Mana (w tym przypadku Milesa Moralesa, co też jest niemałą rewolucją, bo bez popity łyknąłem czarnego Spider-Mana) nie czułem wtórności nawet przez chwilę.

Czy to najlepszy film o Spider-Manie do tej pory, jak twierdzą zagraniczni krytycy? Wstrzymam się z taką opinią. Na pewno jest to najlepsza wersja animowana, która bije na głowę nawet kultową kreskówkę z lat 90-tych, a także druga najważniejsza adaptacja komiksu 2018 obok Avengers: Infinity War. Gorąco polecam, bo to dwugodzinna, komiksowa jazda bez trzymanki. Sam też na pewno do niej wrócę, a sekwencja opanowania mocy przez głównego bohatera i jego skoku wiary trafia na moją listę najlepszych scen mijającego roku.

PS
Polecam czekać do samego końca na scenę po napisach! A cameo Stana Lee i dedykowanie mu filmu - coś mi wpadło do oka.

© Recenzowane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci