Menu

Recenzowane

przez Jubego

Bumblebee

juby.boxoffice

PROSTO Z KINA:

Bumblebee

Bumblebee  ★★★★☆

tytuł oryginalny: Bumblebee / rok produkcji: 2018 / gatunek: science fiction / dystrybutor: Paramount / czas trwania: 114 minut / reżyseria: Travis Knight / występują: Hailee Steinfeld, John Cena, Jorge Lendeborg Jr.

Rok 1987, trwa wojna robotów na Cybertronie. Podczas bitwy, jeden z autobotów (B-127) otrzymuje specjalną misję i zostaje wysłany na Ziemię. Niefortunnie ląduje praktycznie pod nogi amerykańskiemu wojskowemu podczas ćwiczeń w Kalifornii (w tej roli John Cena). Błyskawicznie zaczyna się pościg za przybyszem z kosmosu. Jak? Okazuje się, że podczas treningów (z farbą zamiast ostrej amunicji), amerykańska armia w mgnieniu oka potrafi dosłać kilka Humvee wyposażonych w harpuny na transformery. John Cena zarządził, więc się pojawiły. I jedziemy z łubudubu, klasyczną naparzanką w lesie. Tak prezentuje się początkowe kilka minut pierwszego spin-offu serii, Bumblebee. Od razu wiadomo z jakim kinem mamy do czynienia - głośnym i kosmicznie durnym. Jednak im dalej w las, tym coraz fajniej, więc warto dać mu szansę.

Seria Transformers została niemal zamordowana przez Michaela Baya, który nie potrafił jej opuścić, kiedy jeszcze miał jakieś wyczucie dobrego smaku. Części 3-5 wspominam jako rozwleczone, odpychające, śmiertelnie nudne i przeczące poprzednikom widowiska. Dlatego Bumblebee jest miłą odmianą, bo choć zawiera sporo znajomych elementów, reżyserowi Travisowi Knightowi wiele z nich udało się naprawić. Pierwszym jest o wiele mniej odpychający humor, który w poprzednich Transformerach stał na tzw. kiblowym poziomie. Tutaj sceny humorystyczne, zwłaszcza te z tytułowym trzmielem, jego opiekunką i jej adoratorem, są najlepsze (wysmarowanie auta jajkami). Drugim elementem są sceny akcji, o wiele bardziej skupione i czytelniejsze niż kiedykolwiek do tej pory. Trzecim prostota historii, czerpiąca garściami z takich klasyków jak E.T. Stevena Spielberga, czy Stalowy gigant Brada Birda. Travis Knight udowodnił, że nie trzeba przeszło dwóch i pół godziny na pełnometrażowy film z autobotami. Przedstawił zamkniętą historię w przystępnym dla każdego widza metrażu.

Reszta to stare dobre transformersy, czyli dużo dobrych efektów wizualnych, bardzo głośne udźwiękowienie, niezbyt mądre działanie US Army, kilka nietrafionych żartów oraz szczypta kina nowej przygody. Dzięki krótszemu metrażowi, charyzmatycznej głównej bohaterce i nostalgicznemu powrotowi do lat 80-tych (udane oddanie epoki i znakomity dobór utworów, choć czasami atakowały moje uszy nazbyt często), myślę, że może to być najlepszy film uniwersum Transformers od czasu pierwszej części z 2007. Wiem, to może niewiele znaczyć, skoro wszystkie sequele były w mniejszym, lub większym stopniu skopane. Nie ukrywam jednak, że miło było po tylu latach znowu obejrzeć znośny film z Autobotami i Deceptionami, przy którym nie zgrzytałem zębami.

© Recenzowane
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci